O szybkich kursach pięknego mówienia

Któż oparłby się kuszącej propozycji: „10 sposobów na mocniejszy głos”, „5 trików, by mówić wyraźniej”. A to wszystko pokazane w krótkim filmiku (bo przecież nie filmie) zamieszczonym w Internecie. Filmik trwa niecałe 4 minuty, wyświetleń już na starcie kilkanaście tysięcy.

Jakie bistro?

Dziś powiedzielibyśmy „bar szybkiej obsługi” albo wręcz z angielska „fast food”. Bistro nie jest jednak fast foodem. To kombinacja restauracji, kawiarni i baru, a nazwa – jak podaje słownik z 1882 roku wzięła się od rosyjskich żołnierzy, którzy po klęsce Napoleona zawędrowali do Paryża i terroryzowali restauratorów, popędzając ich po rosyjsku: „bystro!”, a więc: „szybko, prędzej!”. Bistro jest eleganckie, fast food wręcz przeciwnie. Stąd tytuł, bo będzie mowa o logopedii artystycznej!

Kiedy kilka lat temu publikowałem w „Scenie” cykl poradnikowy dla instruktorów teatralnych, próbowałem delikatnie nakreślić granice. Jako stary recytator wiedziałem, instruktor odpowiada za technikę mówienia podopiecznych. Jednakże, jako logopeda stawiający coraz śmielej kolejne kroki w zawodzie, miałem świadomość, że… nie na wszystko można instruktorom pozwolić. Istnieją trudności, które rozwiązać może tylko specjalista w zakresie terapii głosu i mowy.

W wielu środowiskach zazdrośnie broni się zakresu swoich obowiązków przed osobami z zewnątrz. Fizjoterapeuci na przykład wywalczyli swoją ustawę o zawodzie, by uniemożliwić praktykę komuś po dwudniowym, weekendowym kursie. Podobnie z logopedami – od lat toczy się dyskusja o konieczności stworzenia przepisów, regulujących ich status prawny. Niedawno próbowano zrobić to na skróty – w ustawie o 17 zawodach medycznych znaleźli się również logopedzi. Po zdecydowanym proteście środowiska wykreślono ich, a jednocześnie rozpoczęto prace nad odrębną ustawą.

Bistro!

Najpierw truizm – żyjemy szybko. Co z tego wynika? Przede wszystkim, chcemy osiągać natychmiastowe rezultaty swoich działań, stajemy się niecierpliwi. Nie chodzimy do biblioteki, sięgamy po smartfon lub komputer i szukamy informacji w Internecie. Tak recytator poszukuje tekstu na konkurs, kandydat na aktorstwo – repertuaru na egzamin, a pacjent – diagnozy i metod leczenia. Zestawienie jest celowe. Recytator-pacjent poszuka wskazówek, jak poprawić swój głos, wyleczyć chrypkę lub usunąć wadę wymowy – właśnie w sieci.

„Do dziś (…) w środowisku zawodowym logopedów nie przyjęło się jedno powszechnie używane określenie specjalisty w dziedzinie logopedii artystycznej.” – pisała w 2011 roku Barbara Kamińska w rozdziale o diagnozie w logopedii artystycznej, w dużym podręczniku Diagnoza logopedyczna pod redakcją E. Czaplewskiej i St. Milewskiego. Od tamtej pory nic się nie zmieniło: logopedzi zajmujący się kulturą mowy to logopedzi medialni albo artystyczni, raczej nigdy ortoepicy czy ortologopedzi. Taki zawód zresztą „(…) nie znalazł jak dotychczas miejsca na oficjalnej liście zawodów”. Moim zdaniem to po części powód, dla którego logopedią artystyczną zajmuje się… każdy, kto tylko chce.

Czym innym są ogólne wskazówki dotyczące poprawności artykulacyjnej, normy językowej czy emisji głosu, a czym innym „5 trików, by…”. W przypadku wskazówek, co jest oczywistym zadaniem instruktora, należy przedstawiać wymagania stojące przed wykonawcą: czystość wymowy, płynność, dbałość o ton głosu, jego modulację, ekspresję, prozodię. W „5 trikach, by…” wymagania są wyzwaniem, któremu trzeba jak najszybciej sprostać. Dlatego są bardzo konkretne – „chcesz mieć A, zrób B”.Widzom takich filmików nie ma się co dziwić. Idą na skróty, bo… mogą. Skoro wystarczy kilka ruchów palcem po ekranie, by wyszukać sto różnych przepisów na ulubioną potrawę, ten sam modus operandi obowiązuje w każdym innym przypadku. To duże wyzwanie dla logopedii artystycznej, ale także dla instruktorów.

Recytatorzy wymieniają się doświadczeniami w sposób bardzo praktyczny. Dominuje podejście: „skoro chodzę na zajęcia z emisji głosu, mogę uczyć emisji głosu”. To powszechny błąd. Nawet jeśli ktoś świetnie radzi sobie jako uczeń, nie oznacza to, że może stać się nauczycielem automatycznie, jedynie na mocy swoich uczniowskich sukcesów. Trzeba o tym mówić podopiecznym, a wszystkie aktywności, które „przynoszą” na zajęcia i próby – sprawdzać, pytać o źródła, weryfikować.

Z filmikami nie wygramy. Możemy jednak stawić czoła spieszącym się instruktorom. Kogo nie kusi rozdawanie prostych ćwiczeń – remediów na wszystko? Sposób postępowania twórców pięciu trików lub dziesięciu sposobów instruktorzy kopiują często, nawet niechcący, na zajęciach. Jeżeli mówisz niewyraźnie, otwórz szerzej buzię, jeżeli mówisz cicho, podnieś coś cięższego, np. krzesło i wykrzycz swój tekst. Coś, co na krótką metę działa, okazuje się poważnym błędem, za który recytator zapłaci w odroczonym terminie – na przykład siłowym tworzeniem głosu.

A rebours

W tym roku na finale 68. OKR prof. Lech Śliwonik poprosił mnie, bym dorzucił parę słów do podsumowania konkursu, którego dokonali jurorzy. Byłem tam jako obserwator, ale także jako prowadzący Poradnię Logopedyczną TKT. Powiedziałem o, moim zdaniem, najważniejszym detalu: „Nie spinajcie się, rozluźnijcie brzuchy. Dajcie sobie luz a waszym głosom możliwość przepływu”. Po tych krótkich instrukcjach podeszło do mnie kilka osób, które podziękowały, bo… trafiłem w sedno i czują, że ta uwaga im pomoże.

Czy w takim razie pokazałem nie pięć, a JEDEN skuteczny trik na luźny głos? I tak… i nie! Logopedzi pracujący na co dzień z typowymi przypadkami mają swoje sprawdzone „sposoby na…”, nie oznacza to jednak, że sposoby te zadziałają od razu, zawsze i w odniesieniu do każdej trudności.

Pokusa pójścia na skróty towarzyszy nam na co dzień. Lubimy rozwiązania standardowe, proste, skuteczne i tanie (zwie się to makdonaldyzacją – skojarzenie z fast foodem jest więc trafne). Czemu nie miałoby tak być również w logopedii? Poniekąd – jest. Doświadczony terapeuta działa według schematu, musi mieć jednak intuicję i wiedzę praktyczną, żeby wiedzieć, jakie metody dobrać i na jakim etapie można dokonać zmiany, dodania czegoś lub modyfikacji.

„Panie Kacprze!” – powiedział mi kiedyś aktor, z którym pracuję nad głosem – „Ćwiczę, jest świetnie, ale… jakoś tak bez fajerwerków. Może tak być? Czy robię coś źle?” Absolutnie, może tak być i najczęściej właśnie tak będzie! Jak w przypadku luźnego brzucha – może to brzmieć jak „trik”, „złota rada”, „sposób na…”, ale jeśli nie wesprzemy tej sztuczki metodycznym działaniem, zrozumieniem charakteru (zwłaszcza przyczyn) problemu – trudności wrócą. Zwykle tak jest: daję kilka rad i zwracam uwagę na kilka zagadnień, kiedy ktoś przychodzi poćwiczyć ze mną głos lub mowę. Działa to często od razu. Klient, pacjent wychodzi zachwycony. Na kolejnych spotkaniach jego zapał słabnie. Okazuje się, że nie wszystko zdołał opanować, coś cały czas sprawia mu problem, nad czymś musi popracować więcej.

Nauka emisji głosu i mowy polega na przede wszystkim zmianie przyzwyczajeń, odruchów, zautomatyzowanych reakcji. Starsi logopedzi nazywają to obrazowo (i mają rację) „pamięcią mięśniową”. Oduczyć się tego, co bezwiednie robimy od lat – zadanie wymagające i z pewnością mniej atrakcyjne, niż pięć sposobów…

Ezoteryka

Jest jeszcze kwestia tzw. skrótów myślowych, z jakich korzystają zarówno autorzy filmików ze sposobami na…, jak i instruktorzy. Wynika to pewnie z tego, o czym była mowa – uczeń postanawia uczyć. Wiele metod pracy głosem przypomina udział w tajemniczym rytuale. Nieważne są detale anatomiczno-fizjologiczne, najważniejsza jest wyobraźnia! Za pomocą „figur myślowych”, wyobrażania sobie np. malowania głosem ściany – ćwiczący ma uzyskać pożądane efekty kształcenia.

Kiedyś jako uczeń korzystałem z tego typu metod, raczej bez skutku. Później, na fali fascynacji podejściem naukowym, odrzuciłem wyobraźnię z jej figurami, a skupiłem się na konkretach – „tu działa, tam się rusza, tu jest przepona, a tam żebra”. Ostatecznie „dojrzałem” do powrotu do metod „tajemnych”, ale… na pewnych warunkach. Zrozumiałem, że wiedza anatomiczno-fizjologiczna i dogłębne zrozumienie danej metody daje możliwość bezpiecznego prowadzenia ćwiczącego przez kolejne próby i zadania. Ćwiczący nie musi wiedzieć, gdzie ma przeponę, jeśli maluje głosem kwiaty – ale nauczyciel, który go pilnuje – musi wiedzieć wszystko!

To pułapka dla instruktorów. Często, poruszeni do głębi nowo poznaną metodą, chcą stosować ją na co dzień. Znają ją jednak słabo, jako uczniowie, którzy odbyli kilka sesji. Wtedy istnieje ryzyko, że poprowadzą uczniów w niewłaściwym kierunku. Zwłaszcza, jeśli do dyspozycji mają jedynie kilka „figur myślowych”. Specjalista osteopatii, u którego się szkoliłem, miał na takie metody jedno określenie: „ezoteryka”.

Skala ryzyka

Czy to naprawdę takie ważne? Czy nie walczę z wiatrakami? Od słabej emisji nikt raczej nie umrze. Po co więc bić na alarm? Młody recytator na pewno spróbuje zdawać do szkoły teatralnej. Jeśli nie, oczywistym będzie także wybór innego zawodu związanego z pracą głosem. Jeśli więc w czasie zajęć teatralnych i recytatorskich miałby nauczyć się złych nawyków, które przez kilka lat zdążą się utrwalić i ostatecznie mogą wpłynąć na efekty jego starań o wymarzone studia czy pracę – wolę dmuchać na zimne.

Chciałbym też zwrócić uwagę instruktorów na stosowane przez nich metody i wspomniane „skróty myślowe”. Sztywne brzuchy, które wypominałem finalistom OKR mogą wynikać ze stresu, postawy, ale także fetyszyzowania (jak określił kiedyś Jan Zdziarski) roli przepony. Młodzi tak bardzo chcą „mówić z przepony” (niby dobre, prawda?), że tę przeponę blokują. Ot, skutek jednego ze skrótów myślowych.

Jeśli miałaby być jedna sztuczka, jedna porada dotycząca głosu, „jeden sposób na…” – to powiem za Bogumiłą Toczyską i Beatą Ciecierską-Zajdel, autorkami podręczników do emisji głosu, które taką sztuczkę podpowiadają – swobodnie, luźno! A po tej podpowiedzi, zostawiają czytelnika z dobrymi dwiema setkami stron metodycznego działania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.